zimno. leje. wieje. kiedy przebiłyśmy się z Asią przez pół zimnego i mokrego miasta, żeby dojść na fakultet... zajęcia były odwołane :] kiedy poszłam sobie wyrobić indeks, dowiedziałam się, że najpierw muszę iść do Milosza, który będzie dopiero jutro. kiedy chciałyśmy odebrać książki było już zamknięte. chciałyśmy zjeść na stołówce, ale trafiłyśmy na przerwę między posiłkami... jaoooo nie nasz dzień.
teraz chcemy oglądnąć serbski film, ale nie mamy angielskich napisów (dla Portugalczyków)...
może jutro wyjdzie słonko, będą fajne zajęcia i zajebisty obiad na stołówce :] niah!
Tuesday, October 13, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comment:
jaooooo ale dzień! zaista, ale mam nadzieję, że nie skończy się jak u Martyny i mnie (nie nasz rok :P)
Post a Comment