sylwester trwał 4 dni... począwszy od czwartku, kiedy postanowiłyśmy z Ireną pojechać do Wrocławia dzień wcześniej. i całe szczęście, bowiem zamiast 6 godzin, spędziłyśmy w pociągu 10 godzin, przy czym 3 godziny w polu, w zimnym, ciemnym pociągu czekając na wybawienie które dopiero jechało po nas z Zielonej Góry :/ ale w końcu dojechało i my dotarłyśmy do Toni i Ivana.
następnego dnia zrobiłyśmy razem z Ireną i Bjednarzem napad na lumpa, a potem Irenka robiła skrzydełka dla sexi muchy i pracowitej pszczoły, a ja orgazm pacyfiku. Mieszkanko pięknie przystrojone przez ekipę organizacyjną czekało na przyjęcie gości... tajger, dragon, biedrona, gawron, żaby, ślimak, pszczoły, mucha, krowa, świnki, niezidentyfikowane owady, kot, pantera, polskie i rumuńskie renifery, myszy i sam dr Dolittle. Istne Zoo Party ;)
a 1 stycznia, wielkie sprzątanie, czyli dla każdego coś miłego, Bękarty Wojny i... AAvaaaataaaar w kinie *_* chcę mieć swojego Avatara.
a 2 stycznia pyszny hot obiadek u Gagaty... nie moglismy się rozstać ;)
a teraz... siedzę dalej na Jedności. znów nie mam się gdzie podziać. Srećki przygarnęły kropka. na jak długo nikt nie wie. ruszyłam dziś magisterkę. idzie opornie. znów jestem tu i piję herbatę.
Sunday, January 3, 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment