Tuesday, February 23, 2010

zdarzenia ostatnich dni

przeżyłam "wojnę" na Bałkanach, a na własnym podwórku nie mogę czuć się bezpieczna.

ale poza tym mnóstwo pozytywnych rzeczy dzieje się dookoła, chociażby takie jak:
sesje u Dużej Ireny.
albo
przykręcanie pieca przez Mamę Henię i jej karpatka upieczona do spółki z P. Tereską.
albo
plac budowy, żubrówka, spadające sedesy, załamana drabina, żółty śnieg, Orion, Tato Leszek i Irena.
albo
kowal, Irena, wpadający na nas Ola z Dibem, żubr, sklep z kapeluszami, zamarznięta kałuża -> Orion -> obolała ja. a następnego dnia chwała Grzesiowi, że zaopiekował się moim aparatem i właściwie chwała, że aparat został u Kowala.
albo
dobrze, że nic się nie stało.

4 comments:

Malik said...

matko, co jest pozytywnego w spadających sedesach? o_O

bahoo said...

oj muszę się poprawić, to nie sedes, tylko cała muszla klozetowa. a pozytywnego? :] to, że się sama naprawia i na nikogo nie napada.

Malik said...

O_O jakiś nawiedzony klozet...

bahoo said...

bo z biedronki :P