Warszawa mnie zaskoczyła. łaziłam po uliczkach starówki i nie mogłam się nadziwić, że są takie ładne. stolica zawsze mi się kojarzyła z kanciastym pałacem kultury i betonem. a tu niespodzianka. byłam zauroczona i czuję niedosyt. łazikowałam cały niedzielny wieczór, po drugim dniu szkolenia i niewielu przespanych godzinach nogi mi wchodziły do tyłka, ale byłam twardka. w niedzielę na szczęście ludzie już odpoczywali po sobotnim pożegnaniu wieeeelkiego bohatera polaka, więc nie było już tak tłoczno i życie leniwie płynęło. można było sobie usiąść pod Zygmuntem i pozwolić bladej twarzy zaczerpnąć nieco słońca.

Warszawa mnie też cudownie ugościła. Bjednarzowa Ania i jej szczur mnie nakarmili pysznym obiadkiem, napoili jabłkówką, dali świeżą pościel, a rano zrobili śniadanie. wow. po spędzeniu dnia w białej bluzce - taki relax to bezcen :]
wczoraj byłam absolutnie zjechana, a dziś dostałam odpowiedź ze stolicy. mam pracę :]
7 comments:
no, to puszczam kciuki, bo kłykcie zielenieją! GRATULUJE BACHU!:)
mission accomplished!
dzięki dziewuszki :)
Hej, Szczur!!! cho no szybko do komputra! Piszą o nas!! :P
Pozdrawiamy Bachu!
jaki szczur!? gdzie pisza o nas?
cofam to, juz wiem Ani Rusz :D
Post a Comment