byłam dzisiaj na festiwalu Port Wrocław. Wysłuchałam poezji z oprawą muzyczną Indigo Tree. Doszłam do wniosku, że albo ja nie potrafię słuchać tylko czytać poezję, albo poeci nie potrafią jej czytać na głos tylko pisać. muzyka z kolei zawiesiła mnie między niebem a ziemią.
i tak lewitując na rowerze w drodze do domu nagle zobaczyłam również lewitującą płytę CD, która powoli, równo opadała na ziemię. Było to tak niezwykłe, że zatrzymałam się przy niej i gapiłam jak zaczarowana. Dopiero kilka sekund później zobaczyłam, że płyta wisi na żyłce. Tym śladem powędrowałam wzrokiem do góry, gdzie w oknie siedział mały chłopiec i spuszczał płytę na chodnik. Schował się tak że tylko połowa jego głowy wystawała zza parapetu. Pewnie gdybym chciała podnieść płytę on by wtedy pociągnął za żyłkę... :] zobaczył mnie. uśmiechnęłam się i pomachałam. Uradowany odmachał, a ja pojechałam dalej zachowując sekret zabawy dla siebie.
do domu przyniosłam okulary 3D, które wręczyła mi jakaś dziewczyna na festiwalu. Zachwycony nimi Tomasz spędził parę godzin oglądając na internecie krótkie filmiki 3D. Między długimi chwilami milczenia słyszałam tylko 'jakie to genialne', 'Bacha jesteś genialna', 'woooow', 'wiedziałaś jak się mnie pozbyć na pół wieczoru'.
magia istnieje.
Saturday, April 24, 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment