Friday, August 13, 2010

chorobyZawodowe

prosto z lotniska pojechałam do laryngologa. dowiedziałam się, że z chorymi uszami się nie lata samolotem. no niby tak, ale to była moja jedyna droga ucieczki ;) ryzyko opłaciłam wbiciem moich bębenków prawie do nosa. do tego okazało się, że mam ostre wirusowe zapalenie wszystkiego i 50% na przeżycie. aby przeżyć muszę brać 3 różne antybiotyki, od ich działania zależy czy mi się poprawi i odetka choć jedno ucho czy będę miała jeszcze większe zapalenie ucha środkowego i całkiem ogłuchnę. dobrze, że chociaż głos odzyskałam.
w domu padłam jak nieżywa. najpierw zasnęłam w wannie. obudziłam się, jak zaczęło mi się robić zimno i jak wyszłam z łazienki to jedyna rzecz którą pamiętam to łóżko. zerwałam się na równe nogi o 6 rano i zaczęłam się zastanawiać gdzie jestem, na którą godzinę ustaliłam zbiórkę i o której wyjeżdżamy. moje łóżko? dom? sen???? położyłam się dalej, znów się obudziłam o 8 i nie mogłam spać. tyle czasu... dla mnie. możliwość zadecydowania czy spać dalej, czy coś poczytać, czy odpowiedzieć na setki maili, czy zrobić śniadanie, czy wyjść na zewnątrz i popatrzeć w chmury, a może zrobić siku?
wolność w swoim domku.

1 comment:

Malik said...

jaaoooo biedny Bahoo :*
kuruj sie teraz, odpoczywaj i niczym nie przejmuj!