rok inwestycyjny? zdecydowanie. inwestowałam w siebie cały boży rok. z tych inwestycji przyjdzie mi teraz żyć. zaczął się pięknie, kończy się smętnie wielce. I połowa minęła mi jak z bicza strzelił. później praca na Bałkanach, która dłużyła się całe wieki, a później II połowa przepełniona szokiem, bólem, złością, bezsilnością i wielką niewiadomą co dalej?
mam wrażenie, że w tym roku nauczyłam się najwięcej w swoim życiu, chcąc i nie chcąc. ostatnie 4 miesiące zmusiły mnie do dojrzenia w błyskawicznym tempie - od wyluzowanej studentki z głową pełna marzeń i pomysłów do opiekunki chorej osoby i domu, prawie że głowy rodziny.
Ten rok był kopem w dupę krótko mówiąc. Schodzący z gór tygrys zabrał mi zbyt wiele i teraz czeka mnie walka aby zachować to co zostało.
2011? królicza nora - stała praca, może dwie, a może nawet trzy, a nawet kurwa cztery. praca dom praca dom praca dom. jak nie wychylę nosa z tej nory to zwariuję.
za szybko. za szybko zostałam uziemiona. ale jak to mówią: obym tylko takie miała problemy w życiu! najważniejsze, że mamy siebie, dach nad głową i żarcie z Wigilii ;) choć dziś zajumali nam skrzydełka z tarasu! ktoś musiał być głodny, niech mu służą, na zdrowie!
a teraz paku paku, szpilki i na północ! jutro myślę o niczym!
Thursday, December 30, 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comment:
podsumowania, podsumowania... oby ten nowy rok był jak najbardziej na plus!
baw się dobrze w swych szpilkach nad morzem! <3
Post a Comment