Sunday, February 13, 2011

wroclove

Jeju nie nadążam ze spotkaniami. Zaczynam rozumieć Martynę, która nie ma nigdy czasu jak przyjeżdża z Krakowa. Teraz ja tak mam jak odwiedzam Wrocław. Tyle bym zrobiła, tyle ludków bym spotkała i latam z wywieszonym jęzorem i nawet nie ma czasu by poczekać na zajebistą sałatkę w Cegielni i zamawiamy z Małym tosty na szybko, Mały leci do sklepu, ja po plecak, Mały po 7daysa, ja po bilet na pociąg... aaaaa! gdyby tak zatrzymać czas :]

Ale przynajmniej I semestr doktoranckich za mną. Wszystko do przodu. Dostałam nawet zachęcającego kopa w dupę i zaraz stworzę stronę tytułową mojego doktoratu :P muszę utrzymać tę sprzyjającą aurę, więc zacznę od małych rzeczy :]

1 comment:

Malik said...

mam nadzieję, że będzie jeszcze czas kiedy znowu zamieszkasz we Wrocławiu :) choć takie wspólne bieganie z wywieszonym jęzorem też było zabawne ;)

siadam dziś do magistra, tak jak rozmawiałyśmy - muszę być szybsza od F.