wiosenne porządki się udzielają.
ustawiliśmy dzisiaj na nowo biuro, od razu lepiej się siedzi, trzeba jeszcze zabrać te wszystkie kartony z kanapy, co by klienci mieli gdzie usiąść ;)
wysprzątałam też dzisiaj dwa auta (ostro mnie wzięło) i znalazłam przeróżne skarby:
frytki, orzechy, kasztany, spinacze, zaschnięty makaron (w schowku O_o), torbę cukierków, zieloną kartę sprzed 5 lat, plastikowe sztućce, kilka par okularów i co najlepsze... ponad 20zł w drobniakach rozrzuconych pod siedzeniami vectry. teraz obydwie ślicznotki świecą się i ładnie pachną. Tato byłby ze mnie dumny (choć dostałby zawału gdyby sam znalazł te frytki... do makaronu ja się nie przyznaję ;)
i tak sprzątałam tą vectrę, przesłuchiwałam kasety i budziło się we mnie ogrom wspomnień związanych z tym autem. Mamy ją od '99. Licznik dawno okrążył Ziemię. Psuje się co chwilę, ale cholera szkoda mi ją sprzedawać, bo przede wszystkim kojarzy mi się z Tatą i z tym ile serca w niej zostawił. Szkoda, że nie uczyłam się od niego naprawiać samochody.
chyba napiszę do MTV aby odPIMPowali my ride... Jak to powiem Tacie to stanie na nogi i sam ją odpimpuje ;)
Tuesday, March 29, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment