jest bardzo jesiennie. na zewnątrz ołowianie, mokro, wietrznie i zimno. w środku ospale, sucho od pyłu, betonowo i wcale nie cieplej. gotuję rozgrzewającą herbatę. w powietrzu unosi się zapach goździków, cynamonu, kardamonu, liścia laurowego. dymi džezva. w powietrzu słychać nastrojową muzykę, skłaniającą do przemyśleń, ospałą, spowalniającą, idealną do stania w oknie z kubkiem gorącej herbaty i patrzenia na mokre drzewa. i choć wtorek, czuję sobotę. heh... we wtorek umarł Tato, w sobotę był pochowany. czy już zawsze te dni będą smutne?
zegar wybija 13:00. tyle rzeczy do zrobienia. kot smacznie śpi, szczęściara. nic mi się nie chce. i oczywiście zacznę od najmniej ważnej sprawy. czyli picia herbaty i porządkowania ziół w spiżarce, zanim Mama wróci do kuchni i po raz kolejny wskaże palcem co i jak mam robić i gdzie mam pójść i do kogo i o której.
a! i miałam napisać, że czuję trochę nastrój jak niegdyś w Nublu. bo jesiennie i mokro na zewnątrz, a w środku grzeje, jest herbata, kot i... radość i uśmiechy i rozmowy, a spowalniająca ruchy muzyka tylko przedłuża ten błogi stan - tego tutaj brakuje.
Tuesday, October 11, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment