Thursday, November 10, 2011

praca

wstałam o 6:00. zmyłam hennę z włosów, umyłam zęby i... poszłam spać. obudziłam się o 7:20. na 8:00 do pracy. wyjechałam z domu o 8:00, zadzwoniłam do O. co by wyjszła po pendriva (miałam u niej być chyba przed 8:00). wzięła. ja na dźwiękach Mikusa dalej przemykałam wzdłuż jeziora śpiesząc do biura. 8:05... nie jest źle. skręcam już na Mickiewicza i myślę sobie, że muszę czymś otworzyć biuro. klucze. gdzie są klucze? hmmm nie wzięłam. nawrotka z piskiem opon, rzucane słowa na wiatr $%^&*&^%$###@@#@!!! a Mikus mi cały czas towarzyszy. i nawróciłam i się uspokoiłam i uśmiechnęłam się i myślę hmmm jeszcze jeden utworek w tą deszczową i cichą szarugę jesienną. z lekkością motyla chwyciłam klucze i wróciłam tą samą drogą, wzdłuż jeziora.

trochę się zasiedziałam w tym pzu, a gdzie moje marzenia o lataniu? trzeba działać.

No comments: