Thursday, November 17, 2011

tango

podróż do Namyślina nigdy nie jest zwykłą podróżą. Pierwszy raz pojechałam tam z polisą do Pani Granicznej... "jakie cudowne nazwisko dla osoby, która mieszka w Namyślinie" - stwierdził Dibo, który wtedy mi towarzyszył. Pani Graniczna mieszka sobie w chatce z mężem, ale właściwie bez niego. Kobitka w podeszłym wieku, zniszczona przez życie, nie słyszy dobrze, niewiele ma, ale idzie do ogrodu i wyciąga z ziemi marchew, pietruszkę, cebulę, ścina koperek... "dla Ciebie i Mamy i Tata! Tata to taki dobry człowiek, a jaki przystojny..." - i tutaj składa ręce i rozmarzona patrzy do Boga. Przyjeżdżam do niej po pieniądze, a za każdym razem coś dostaję. Jak ogródek przykryty śniegiem to czekoladkę, a może herbaty? Mężowi nic nie daje, on ma rentę, a nie wyłoży nic na dom... "bo to takie ważne, aby dobrze wybrać sobie męża, ja źle wybrałam, gdybym mogła cofnąć czas to w życiu! W ŻYCIU! a mogłam tylu innych, lepszych mieć, a ja głupia..." - odprowadza mnie do auta, w aucie Dibo -
- ooo, a to pewnie mąż!?
- yyy, nie, nie...
- Dzień dobry Pani :)
- Dzień dobry! (a do mnie) a jaki przystojny!

opowiadam o niej we wstępie do wczorajszego spotkania z inną mieszkanką Namyślina, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że jakby w Namyślinie czas płynie inaczej, a ludzie przez to, że tyle przeżyli, więcej wiedzą i potrafią cieszyć się tymi małymi i większymi rzeczami. to nie życie ich kopie, to oni je chwytają i wyciskają soki. drugą silną kobietą, mieszkanką Namyślina jest Pani Krystyna...

piękny dom na skraju miasteczka. widzę psa i szukam dzwonka, nie wejdę przecież sama. dzwonka nie ma, a pies do mnie biegnie i widzę jak macha ogonem, oblizuje się, skacze, normalnie gdyby mógł powiedziałby "łihihi", więc wchodzę, a on na mnie skacze, kręci się wokół własnej osi, radość przeogromna! rozchichotana dzwonię do drzwi, otwiera Pani w błękitnej podomce, ściska mnie i smutnym głosem mówi "przede wszystkim wyrazy głębokiego współczucia", mój nastrój zmienia się w sekundę. zaprasza mnie do kuchni i zaczyna opowiadać o Tacie - "taki wspaniały człowiek, a zawsze przyjeżdżał i opowiadał i ostatnio tak się cieszył, że kupiliście dom... i taka tragedia, nie mogę uwierzyć, proszę mi powiedzieć jak to się stało?"
opowiadam jej pokrótce, bo czuję, że mogę. nie pyta z ciekawości, pyta z troski, czuję to. obserwuję jej reakcje, niesamowicie prawdziwe, nic sztucznego. kobieta po 60-tce, ale bije od niej blask, kiedyś była zapewne jeszcze piękniejsza.
- przepraszam, ale nie poznałam Pani imienia
- Basia
- Basia, jak moja najmłodsza córka... Pani Basiu, wszystko jesteśmy w stanie przeżyć...
... i opowiada mi jak jej mąż tańczył z nią argentyńskie tango, zatrzymał się "Krysiu, nie mogę dalej" i upadł. została z zakupioną ruiną do remontu, trzema córkami, na emeryturze męża. Dziś ma piękny dom, córki wyszły szczęśliwie za mąż, Pani Krystyna ma narzeczonego i plany na przyszłość. gdy wychodziłam uściskała mnie, ucałowała i przeprosiła za jej może zbyt śmiałe zachowanie. wyszłam życząc jej wszystkiego dobrego, pies radośnie mnie odprowadził. wsiadłam do auta... Mikus "Towards the wind" track nr 7, sms :*, zachód słońca, kierunek Dębno...

hmmm zatańczyć argentyńskie tango i umrzeć.

No comments: