Monday, December 19, 2011

instynkt

a jednak. poczułam zbliżające się Święta. a raczej instynkt świąteczny. weszłam w skórę Leszka, czyli "jak zwykle wszystko na mojej głowie", więc obgadałam z leśniczym kiedy przywiezie choinkę, naprawiam sznury lampek, w których są popalone żaróweczki, udekorowałam choinkę na zewnątrz (przy czym sprytnie zakopałam część kabla, resztę przymocowałam do polbruku i zabezpieczyłam przed czynnikami atmosferycznymi cegłówkami), przywiozłam jemiołę i pojechałam po węgiel
- dzień dobry, mogę dostać wiadro węgla?
- heh! co najwyżej worek.
- ale ja mam wiadro
- ale jaki Pani chce węgiel
- kamienny. chyba.
- no to jaki konkretnie? kamienny, drzewny, brykiet.
calling Mum
- kamienny
- jaki? drobny, gruby?
- gruby
- gruby? jest Pani pewna?
- tak potrzebuje jako nawóz do choinki
- O_O choinki? ... niech idzie se zobaczyć ten węgiel. o tam.
pożyczyłam Panom Wesołych Świąt, w odpowiedzi usłyszałam tylko głośne

no to dajcie mi jeszcze karpia. Bacha go killim i wypatroszym! albo nie! sama go złowię!

załatwianie takich spraw zajebiście cieszy :) od razu mam powera, włączam kolędy, śmieję się i przesypuję węgiel. teraz już znam to uczucie, które najprawdopodobniej zawsze miał Tato na Święta - "taki jestem zajebisty, wszystko zrobiłem, beze mnie byście zginęły, hołdy i dary (piernik i whisky) od 24.12 do 26.12" ;)
ociekam!

No comments: