mózgu...
siedzę w miarę elegancko ubrana (w sensie marynarka jest) i
słucham o wycenie wartości budynków. myślę... o pięknych budynkach Gaudiego, chyba bym je ubezpieczyła w standardzie wysokim, ale nie wiem, czy jest opcja "dach przypominający łuski smoka" hmmm?
słucham o OC, AC, NNW, ubezpieczeniach rolnych, na życie... i cholera wiem, że to ważne rzeczy, ale w myślach układam plan kolejnego wyjazdu.
dostaję do ręki kalkulator, staram się być na maksa skupiona, liczę...
- masz to, mnożysz przez taki procent, później przez wartość budynku, później przez wiek klienta, później przez stopę procentową, później przez liczbę dni, godzin, sekund i to daaaaaje?
- eeee?
potakuję, uśmiecham się półgębkiem, tak tak, oczywiście, jak najbardziej, rzeczywiście, aha... i mam ochotę krzyczeć!
wychodzę, wsiadam do auta, wkładam cd z Makrokosmosem, daje na full i jadę za miasto, przed siebie...
Friday, March 4, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment