Monday, October 31, 2011

szczęścia

moje urodziny od zawsze były związane ze Świętem Zmarłych, ze względu na datę. Jednego dnia jadło się tort na Kamiennej we Wrocławiu, drugiego szło się na grób Babci i od razu stawało się poważnie i smutno. Zawsze te "weekendy" wspominam jako wieczory wypełnione blaskiem zniczy. takie połączenie życia i śmierci, które non stop się przeplatają. Tym razem na cmentarzu u Taty było radośnie. a jutro już pewnie połowa Dębna będzie szeptać, że neopogańska córka w środku nocy uśmiechała się na cmentarzu :) zło! a dla mnie małe szczęście, że mogę gadać z Leszkiem :)

Małe szczęścia to też zielony żółw morski i szalone ślimaki między sklepowymi półkami :))
wspaniałe szalone urodziny :)
a dziś... macedońsko!

No comments: