moje urodziny od zawsze były związane ze Świętem Zmarłych, ze względu na datę. Jednego dnia jadło się tort na Kamiennej we Wrocławiu, drugiego szło się na grób Babci i od razu stawało się poważnie i smutno. Zawsze te "weekendy" wspominam jako wieczory wypełnione blaskiem zniczy. takie połączenie życia i śmierci, które non stop się przeplatają. Tym razem na cmentarzu u Taty było radośnie. a jutro już pewnie połowa Dębna będzie szeptać, że neopogańska córka w środku nocy uśmiechała się na cmentarzu :) zło! a dla mnie małe szczęście, że mogę gadać z Leszkiem :)
Małe szczęścia to też zielony żółw morski i szalone ślimaki między sklepowymi półkami :))
wspaniałe szalone urodziny :)
a dziś... macedońsko!
Monday, October 31, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment