bo czasem trzeba postawić na swoim i na przekór wsiąść w auto i pojechać do Ireny do Szczecina. i zdaję sobie sprawę, że będzie co raz więcej takich sytuacji, że będę musiała o nie walczyć, wydzierać z rąk i brutalnie zabierać swoją wolność. bo choć jest moja to i tak gówno z tego.
pojechałam i tak się cieszę :) bo Mazur zgotował zajebisty obiadek na powitanie, bo Siara zrobił dobrą kawkę do tiramisu, bo z Ireną zaparzyłyśmy czaju i w końcu wszystko obgadałyśmy... w s z y s t k o :) dżizas, jak dobrze, że obie w tym samym czasie jesteśmy szczęśliwe ;)
Saturday, November 26, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment